Witajcie Kochane! Przychodzę do Was dziś z obiecaną ostatnio recenzją cudownej maskary, z którą pokochałam się od pierwszego użycia. Zazwyczaj kosmetyki tego typu to w mojej kosmetyczce ,,przejściówki” i żaden tusz nie zagrzał dłużej miejsca. To jednak zmieniło się wraz z przybyciem do mojego domu maskary Love Story, ponieważ ze względu na efekt jaki daje oraz niską cenę, na pewno zagości u mnie na dłużej.

MASKARA LOVE STORY INGRID 

1-100_4475

Na pewno opisując ten produkt warto zwrócić uwagę na opakowanie. Metalowy pojemnik ozdobiony jest zamszem i koronką.
Pewnie w wielku wypadkach wyglądałoby to bardzo, ale to bardzo tandetnie, ale tutaj prezentuje się idealnie. Dodaje całej maskarze  kobiecości. Przyznaję się, że miałam pewne obawy co do tych zdobień. Sądziłam, że po miesiącu mieszkania
w mojej kosmetyczce, gdzie panuje wszechobecny chaos, ozdoby odpadną lub w jakiś inny sposób się zniszczą. Dziś po prawie dwóch miesiącach wyglądają tak jak w dniu otrzymania paczki.

1-100_4476

Na uwagę zasługuje również szczoteczka. Zazwyczaj nie wybieram dla siebie maskar, których szczoteczka jest, tak jak tu, silikonowa. Takie szczoteczki średnio nanoszą tusz na rzęsy i czasem mają problemy z ich rozczesaniem. Tutaj nic takiego się nie działo. Szczoteczka idealnie rozciera tusz na rzęsach oraz rozczesuje je, lekko pogrubia i odrobinę wydłuża. W dodatku bez problemu pokrywa te malutkie rzęski, które zazwyczaj gdzieś nam uciekną podczas malowania.

1-100_4477  1-100_4495

A teraz pokażę Wam efekt jaki to cudo daje.

Moje rzęsy przed malowaniem:

1-100_4773

I po malowaniu:

1-100_4774

Mam nadzieję, że zdjęcia są na tyle wyraźne, że zauważyłyście ten efekt.

Oczywiście zaznaczę, że nie jest to maskara na wielkie wyjścia, chyba, że lubicie taki subtelny efekt jaki daje. Ja wolę mocno pokreślone rzęsy, ale za to na co dzień nie lubię, kiedy zbytnio rzucają się w oczy. Dlatego pokochałam tą maskarę. Podkreśli i uwydatni nasze rzęsy, ale jednocześnie sprawi, że będą one wyglądały naturalnie.

Maskara nie uczula co jest dla mnie ważne przy produktach, których używam w okolicach oczu. Nie osypuje się, nie tworzy grudek, nie odbija się, bardzo szybko zasycha. W dodatku całkowicie bezproblemowo się zmywa i nie daje efeku pandy, nawet jeśli złapie nas deszcz, chociaż nie jest wodoodporna.

Jak dla mnie jest to świetna maskara dla każdej z nas w naprawdę przystępnej cenie. Firma Ingrid po raz kolejny zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie swoim produktem, niestety nie zawsze jest tak kolorowo. Dlatego nastepnym razem napiszę Wam o bubelku, którego powinnyście się wystrzegać, a firma zdecydowanie powinna go zdjąć z rynku i poprawić.

Buziaki 🙂 Ilona C.