Pewnie wiele z Was tak jak ja odlicza już dni do lata. Jestem ogromną fanką spódniczek i już zaopatrzyłam się w kilka fajnych wzorów na wakacje. Jednak wszystkie wiemy, z czym wiąże się zamienienie długich spodni, na spódniczkę mini – z białymi nogami. Moja skóra ma tendencję do nieopalania się. Chyba żadna kobieta nie chce w środku lata pokazywać bladych nóg?
Wiele osób podpowiadało mi solarium, jako rozwiązanie, jednak jakoś nie mogłam się przekonać. I tak sobie żyłam, wyróżniając się w tłumie nieopalonym ciałem. Ostatnio jednak, będąc ze znajomymi na imprezie usłyszałam od koleżanki, że mam opalone nogi, a lato się jeszcze nie zaczęło. Zapytała jak to zrobiłam, a ja mówiąc całkowicie szczerze nie wiedziałam. Po głębokiej analizie jednak doszłam do wniosku, że mus do ciała, który ostatnio obsesyjnie ciągle wcieram w moje wysuszone nogi, nadał im ten kolor. Nie jest to oczywiście jakiś ciemny odcień opalenizny, ale bardzo lekki i naturalny, jednak wyróżniający się w tłumie nieopalonych ciał. Dlatego dziś mam dla Was właśnie recenzję tego cudeńka. Zapraszam!!

MUS CC multifunkcyjny 8in1, VENUS

IMG_20150518_133907

Zacznę od opakowania, które raczej niczym nie zaskakuje, chyba że kolorystyką szaty graficznej. Nigdy nie sądziłam, że połączenie koloru nude i różu tak fajnie się sprawdzi – możecie być pewne, że niedługo pojawi się takie u mnie na paznokciach.

Jeśli chodzi o zamknięcie to działa sprawnie: nie otwiera się samo, ale też nie musimy łamać paznokci próbując się dostać do środka.

IMG_20150518_133948

Teraz kilka słów o wyglądzie i zapachu tego musu. Zacznę od tego, że kiedy przeczytałam, że to mus, a nie balsam, to oczyma wyobraźni widziałam coś na kształt musu owocowego. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy ze środka wycisnęła się zbita i brązowa masa.

IMG_20150518_134027

Nie wiem czy możecie to zobaczyć na zdjęciu, ale mus jest pełen małych i błyszczących drobinek. Są one na tyle małe, że mimo ich ilości otrzymujemy subtelny efekt rozświetlenia i nie musimy się bać, że jak wyjdziemy na słońce skończymy jak wampiry ze ,,Zmierzchu”.
Zapach? Typowo kremowy. Delikatny i szybko znika co akurat dla mnie stanowi plus bo jeśli kosmetyk nie ma zapachu, który mnie zachwyca to raczej nie chcę go długo czuć.

Mus po roztarciu nadaje naszemu ciału kolor intensywnej opalenizny, co może początkowo przerażać. Na szczęście po kilku minutach, kiedy się zaczyna wchłaniać, kolor stopniowo znika. Minusem jest niestety to, że nie da się rozetrzeć tego musu idealnie i zazwyczaj tworzy gdzieś mazaje. Jednak zaznaczam, że jest to produkt, który się wchłania, a nie samoopalacz, więc mazaje nie zostają na naszym ciele na stałe.

Na zdjęciu poniżej, obok napisu udziewczyn.pl możecie zobaczyć różnicę między kolorem mojej skóry, a kolorem jaki uzyskuję po nałożeniu musu.
IMG_20150518_134120

Jeśli chodzi o działanie to tak jak już wspomniałam na samym początku, mus ma to do siebie, że po dłuższym, regularnym stosowaniu, nadaje naszemu ciału efekt lekkiej opalenizny. Dodatkowo nawilża i ujędrnia skórę.
Jako, że mam tendencję do korzystania z tego typu produktów przed samym snem ważne dla mnie jest to, że nie brudzi pościeli na brązowo. Jakiś czas temu miałam bardzo podobny produkt, z tym, że cały kolor odbijał się na mojej piżamie oraz na pościeli – w związku z czym nie nadążałam z praniem.

IMG_20150518_133936

    IMG_20150518_133919

Mus świetnie łagodzi podrażnienia, dlatego używam go zawsze po depilacji, dzięki czemu nareszcie poradziłam sobie z krostkami na nogach, które mnie od kilku miesięcy prześladowały.

Podsumowując, jeśli tak jak ja nie jesteście zwolenniczkami solarium, a nie chcecie pokazywać całemu światu swojego bladego ciała, to sięgnijcie po ten mus, a na pewno nie będziecie zawiedzione! 🙂

Buziaki,
Ilona